niedziela, 30 czerwca 2013

SORRY!

jeśli ktokolwiek to czyta to chcę tylko powiedzieć że definitywnie zawieszam bloga. :(  jest mało wejśc i nie ma komentarzy, więc uznałam że nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. w ogóle nie potrafię już pisać rozdziałów, bo nie wiem jak mam was zachęcić do czytania :/
jednak jest też dobra wiadomość!
mam zamiar stworzyć nowego bloga. od tygodni łazi mi po głowie pewien pomysł, który bardzo chciałabym zrealizować. mam nadzieję, że ten bardziej się spodoba. dziękuję wszystkim którym czytali moje wypociny i jeszcze raz zapraszam na nowego bloga http://my-life-and-onedirection.blogspot.com
mam nadzieje że ten spodoba sie bardziej. :)

wtorek, 30 kwietnia 2013

ROZDZIAL 6

po mniej więcej godzinie czasu razem z Wiktorią wróciłyśmy do naszego tymczasowego domu. ciągle myslałam o poprzednim dniu. było naprawdę wspaniale. jeszcze chyba nigdy nie bawiłam się tak dobrze! jeszcze bardziej dziwiło mnie to, że tak dobrze dogadywałam się z właściwie ledwo co znanymi chłopakami. wczoraj wszyscy zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy znali sie od lat. po prostu dobrze czułam się w ich obecności.
dzień mijał nam nadzwyczaj nudno i mozolnie. nie robiłyśmy praktycznie nic, pomijając bezsensowne pałętanie się po domu i obżeranie się czym popadnie. kiedy dochodziła osiemnasta, oglądałyśmy jakiś dziwny serial przyrodniczy opowiadający o ,,fascynującym'' życiu słoni. wtedy przypomniałam sobie o jednej rzeczy. karteczka, która wczoraj znalazłam w sypialni na podłodze. włożyłam ja do szuflady i (jak mniemam) dalej tam jest. a ja nie wiem co zrobić. powoli wstałam w kanapy w której sie wylegiwałam.
- Gdzie idziesz? - zapytała znudzonym głosem Wiktoria
popatrzyłam na nia niepewnym wzrokiem szukając jakiejś rozsądnej wymówki.
- Musze zadzwonic do mamy. obiecałam jej że zadzwonię. - uśmiechnęłam się lekko.
- Ok. - odpowiedziała i wróciła do oglądania swojego pasjonującego programu.
szybko weszłam po schodach na góre i udałam się do mojego tymczasowego pokoju. dalej nie mogę się przyzwyczaić do takich luksusów. kiedy otworzyłam drzwi, zrobiło mi sie duszno. podeszłam do okna i szybko je otworzyłam w celu przewietrzenia pokoju. potem podeszłam do szuflady w której znajdował się tajemniczy liścik.uchyliłam ją lekko i zobaczyłam w niej mały kawałek papieru na którym schludnym pismem jest napisane: ,,przyjdź za dwa dni pod Big - Ben na 11.00''. najbardziej zastanawia mnie to, skąd ta karteczka znalazła sie w moim pokoju. oczywiste jest że ktoś musiał tu być i ja tu zostawić. pytanie tylko kto. w domu mieszkam tylko z Wiktorią, a ona nie prosiłaby mnie przecież o tajemnicze spotkanie pod Big-Ben'em. ktoś tu musiał być. musiał wiedzieć, że nie ma nas w domu. ciarki przeszły mi po plecach na samą myśl o tym, że ktoś mógłby się włamać do ,,naszego'' domu. 
ale tym bedę się zastanawiać później. teraz jeszcze jedno pytanie. czy powinna tam iść? w głowie kotłowało mi się wiele różnych scen z kryminałów. coś mi jednak mówi że nie powinnam tak tego zostawiać, bo potem będzie mnie to nękać po nocach. ale boje się tam tak iść. to mógł być każdy, jakiś pedofil, czy gwałciciel... nie wiem sama. usiadłam powoli na moim wielkim łożu i zaczęłam intensywnie zastanawiać się nad tą całą sytuacją. podciągnęłam jedno kolano pod brodę, wciąż wgapiając sie w tą durną karteczkę. 
w końcu jednak zdecydowałam, że pójdę tam sama. nie wiem co mna kieruje, ale wydaje mi się ze to najrozsądniejsze wyjście, chociaż ta cała sytuacja jest paranoiczna. odłożyłam karteczkę na stoliczek nocny i położyłam się się krzyżem na łóżko. postanowiłam nie myśleć o tym aż do jutra, chociaż na początku nie koniecznie mi to wychodziło. na moją twarz wskoczył grymas niechęci. w tedy przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i uśmiech sam wskoczył na moja twarz. coś mi się wydaje, że to nie jedyny taki nasz wspólny grill. 
po mniej więcej dziesięciu minutach rozmyślania nad niczym i nad wszystkich, poczułam jak powoli sen łapie mnie w swoje sidła, a ja odpłynęłam.

kiedy się obudziłam dochodziła dwudziesta. wstałam niepewnie z łóżka i podeszłam do otwartego okna,  żeby je zamknąć. w pokoju zrobiło sie zimno. potem ciągle ziewają zeszłam powoli na dół. kiedy byłam w połowie schodów usłyszałam męskie głosy dochodzące z salonu.przystanęłam na chwilę i zaczęłam nasłuchiwać. mam tylko nadzieję że nikt nie usłyszał MNIE. nie za bardzo wiedziałam o czym rozmawiają, ponieważ jeden przekrzykiwał drugiego. nie wiem ilu ich tam było. 
-Harry kretynie!!!!! - usłyszałam
uśmiechnęłam sie sama do siebie, gdy usłyszałam te słowa. czyżby chłopcy sie za nami stęsknili? wyszczerzyłam się na tą myśl i jak najciszej zeszłam po schodach, kierując się do łazienki. jednak kiedy już otwierałam drzwi w progu salonu staną Louis.
-Will!!!!!! - wyszczerzył sie i szybko do mnie podbiegł, przytulając mnie przy okazji.
- Will? - zapytałam ze zdziwieniem. nikt nigdy mnie tak nie nazywał, ale jest to lepsze od mojego pierwotnego imienia, którego wprost nie cierpię
- Taki skrócik. - uśmiechnął sie do mnie promienie i uwolnił z uścisku.
trzeszczka zdziwiła i speszyła mnie ta akcja, ale nie odezwałam się słowem.
- Chodź do nas. wszyscy czekaliśmy az się wreszcie obudzisz. - powiedział i znów tak uroczo sie uśmiechnął pokazując przy tym swoje śliczne ząbki. na ten widok sama sie uśmiechnęłam i chcąc nie chcąc nie mogłabym odmówić takiej ślicznej mordce. 
- już idę tylko pójdę do łazienki dobrze? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne. - powiedział a ja szybko weszłam do łazienki. 
stanęłam chwilę pod drzwiami i odetchnęłam z ulgą. podeszłam szybko do lustra sprawdzając stan moich włosów i twarzy. zauważyłam ostatnio że moje włosy stają się coraz ciemniejsze. kiedyś miałam ciemny blond, aktualnie ciemny brąz. skrzywiłam się troche poniewarz lubił mój poprzedni kolor włosów. może czas się zacząć farbować?
wzięłam szybko gumkę do włosów i spięłam je szybko w niedbałego koka. następnie pochyliłam się nad umywalką i umyłam szybko twarz, żeby jako tako wyglądać. umyłam szybko zęby, a kiedy wytarłam twarz rozpuściłam włosy i sięgnęłam po szczotkę do włosów. szybko przeczesałam rozczochrane kosmyki sięgające mi do połowy klatki piersiowej. odłożyłam szczotkę i po krótkiej ocenie uznałam że mogę tak wyjść.
kiedy otworzyłam drzwi i chciałam wyjść wpadłam na eysokiego bruneta, którym jest Louis.
- co ty tu robisz? - zapytałam z oburzeniem.
- czekam na ciebie - uśmiechnął się dziwnie - a tak na prawde to czekam na swoja kolej - powiedział po czym wparował do łazienki klepiąc mnie przy tym po ramieniu.
nie potrzebowałam wiecej wyjaśmień. zasmiałam sie cicho pod nosem i powolnym krokiem ruszyłam w kierunku salonu. kiedy już chciałam wejść do wymienionego wczesniej pomieszczanie, niespodziewanie usłyszałam pukanie do drzwi. podeszłam szybko do nich i powoli otworzyłam.  kiedy wyjrzałam żeby zobaczyć, kto zakłuca nasz spokój, zdziwiłam sie widząc stojącego przed drzwiami Malika ze spuszczoną głowom. 
- Cześć. są tu chłopaki? - zapytał cicho.
- jasne wejdź. - otworzyłam drzwi szerzej i zaprosiłam go ruchem ręki do środka.
- Cos sie stało - zapytałam nieśmiało kiedy przechodził przez próg.
- Nic ważnego - powiedział cicho i uśmiechnął się delikatnie, ale sztucznie. postanowiłam nie naciskać, w końcu nie moja sprawa. zamknęłam za nim drzwi i zaczęłam podziwiać czubki moich niebieskich trampek.
- Zerwałem z Perrie... - powiedział znienacka.  podniosłam zdziwiona głowę i popatrzyłam na niego ze współczuciem. patrzył sie gdzieś na ścianę w nieistniejący punkt. ciągle miel spuszczoną głowę. nie wiedząc co zrobić podeszłam do niego powoli i przytuliłam w pocieszającym geście. o dziwo odwzajemnił mój gest i mocno przytulił. po chwili poczułam jak po ramieniu spływa mi mokra ciecz. zorientowałam się że płacze. jednak nie chciałam mu robić wstydu więc nie ruszyłam się w ogóle i pozwoliłam mu sie wypłakać. nie powiem że jest to dla mnie komfortowa sytuacja, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. po chwili chłopak zorientował się co robi i szybko oderwał sie ode mnie ocierając łzy które dalej spływały mu po policzkach. otarł je szybko, nie chcąc żeby ktokolwiek inny je zobaczył.
- przepraszam cię - powiedział cicho - nie wiem co we mnie wstąpiło....
- nic nie szkodzi czasami dobrze sie jest wypłakać - uśmiechnęłam sie pocieszająco
- Dzięki - powiedział po czym odwzajemnił uśmiech
w tym momencie louis wyleciał z łązienki i już miał pobiedz do pokoju kiedy zobaczył nas stojących w przedpokoju. uśmiechnął się dziwnie, a ja, nie wiem dlaczego, poczułam że robi mi sie gorąco na twarzy.
- proszę proszę, widze że nasz drogi kolega postanowil lepiej zapoznac sie z nasza drogą...
- daruj sobie - warkną na niego Zyan co mnie zaskoczył.
jednak Louis od razu wyczuł sytuacje i przestał żartować. zauważył że coś jest nie tak. podszedł do Mulata i zmarszczył czoło.
- Co sie stało? cos nie tak z perrie? randka nie wyszła?
Malik znowu spuscil głowe podziwiając czubki swoich butów. po chwili milczenia odezwał się tak cicho że tylko ja i Louis moglismy go usłyszeć.
- Zerwałem z nią... - powiedział i zaczął błądzić wzrokiem po podłodze. 
Louisowi zrzedła mina podszedł do przyjaciela i przytulił go serdecznie, tak jak ja zrobiłam to przed chwilą. poczułam sie trochę jak na pogrzebie. malik odwzajemnił uścisk Tomlinsona i po chwili oderwali sie od siebie patrząc sobie w oczy.
- będzie dobrze stary. zobaczysz.. - odezwał się Louis
dziwiła mnie lekko ta cała sytuacja. ta dziewczyna musiała wiele dla niego znaczyć, skoro aż tak to przeżywa. nie spodziewałambym sie tego po nim. zrobiło mi sie go żal. chciałabym podejść do niego jeszcze raz i powtórzyć swój uścisk. 
po chwili usłyszeliśmy jak ktoś idzie w naszym kierunkiu. cała nasza trójka odwróciła sie w tamta stronę i ujzelismt idących w nasza stronę Liama i Wiktorię.
- hej co was tak długo nie ma? - zapytała z uśmiechem wiktoria - Zayn! - rozpromieniła się na widok chłopaka, jednak nie na długo widząc jego minę -  coś się stało? - zapytała niepewnie.
po chwili stali już kołonas patrząc na nasze grobowe miny i czekając az ktokolwiek sie odezwie. chciałabym to zrobic, ale wiem że nie mogę. w końcu nie powinnam w ogóle odzywac sie w tej sprawie.
- co sie stało? - zapytal zatroskany Liam
wszyscy popatrzyliśmy na Zayna czekając na jego odpowiedź. po chwili krepującego milczenia w końcu odezwał sie nie podnosząc wzroku.
- zerwałem z Perrie.. - usłyszałam trzeci raz w przeciągu dziesięciu minut.
liam natychmiast podszedł do przyjaciela i przytulił go mocno. w jego oczach było widać żal i smutek. nie wiem dlaczego ale w oku zakręciła mi sie łza... boże Willow! przecież ty go nawet dobrze nie znasz! nikt nie umarł! pokręciłam głową sama do siebie. współczuje mu bardzo, ale nie aż do łez!
- nie martw się stary... - liam poklepał go po plecach a potem oderwali się od siebie. Payne delikatnie usmiechna sie do przyjaciela. jednak Zayn nie odwzajemnił jego gestu i ponownie spuścil głowę błądząc wzrokiem po podłodze.
- Chciałem tylko sprawdzić czy tu jesteście. - odezwał sie cicho, ale wszyscy mogiśmy go usłyszeć - wracam do domu. przepraszam za kłopot Willow... - tutaj uśmiechnął sie delikatnie, a ja odwzajemniłam usmiech.
- nie ma sprawy..
- Cześć dziewczyny - powiedział po czym szybko wyszedl za drzwi, wpuszczając do domu fale chłodnego powietrza, która zniknęła wraz z zamknięciem sie drzwi.
staliśmy tak krótką niezręczną chwilę gapiąc sie na siebie. po chwili do przedpokoju weszli Niall i Harry.
- Hej ludzie, co was tak długo nie ma? Niall juz prawie wszystko zjadł. - odezwał się Harry
popatrzylismy po sobie nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. przynajmniej ja. na szczęście z opresji wybawil nas Liam.
- Powiemy wam w drodze do domu. musimy isc do Malika. - powiedzial po chwili.
- Już idziemy - zapytał ze zdziwieniem Horan.
liam pokiwał tylko głową, dając do zrozumienia, że nie ma zamiaru kłócić sie na ten temat. niall i harry popatrzyli po sobie nie wiedząc co sie stało, ale nie mieli zamiaru się sprzeciwiać. 
- No to... dzięki za wieczór! zmówimy się jeszcze kiedyś! - powiedział wesoło Niall
uśmiechnęłam sie na te słowa, podobnie jak moja przyjaciółka.
po chwili cała czwórka zaczęła kierować sie do wyjścia.
- cześć! - krzyknęli wszyscy chórkiem. ostatni wychodził Liam i kiedy mial juz wychodzić zatrzymał sie na chwilę przy mnie i Wiki.
- Ja.. nie wiedziałem. przepraszam za kłopot i.. dzięki. - uśmiechną się słabo.
- nie ma o czym mówić- odpowiedziała mu Wiktoria. - szkoda mi go. mam nadzieję że szybko dojdzie do siebie. - uśmiechnęła się blado.
- ja też - odpowiedział - dzięki za wieczór. na razie dziewczyny - podszedł do nas i każdą z nas obdarzył całusem w policzek co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, ale nie dałam po sobie tego poznać - na razie. - powiedział po czym wyszedł.
razem z Wiką popatrzyłysmy po sobie nie wiedząc co powiedzieć. w końcu ona przerwała cisze.
- to było dziwne.
- ja się ciebie pytam co oni tutaj robili?
- a bo ja wiem. siedze sobie i dokańczam mój zajmujący program no i w tedy oni zaczynają dobijac sie do drzwi mówiąc że sie za nami strasze stęsknili. miałam ich wyrzucić?
podniosłam ręce w obronnym geście. 
- ja sie tylko zapytałam.... - usmichnęłam się zadziornie. popatrzyła sie na mnie takim samym wzrokiem i obje zasmiałysmy sie cicho.
poczułam jak zaczeło burczec mi w brzuchu. w końcu najwyższy czas, niejadłam nic od trzeciej godziny.
- ide sobie zrobić jakies kanapki. chcesz? - zapytałam idąc w kierunku kuchni.
- zanim zrobisz te kanapki zajżyj najpierw do salonu!
zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co jej chodzi, ale posłuchałam i poszłam do salonu. już wiem po co. na ławie lezało z dziesięc opakowac po pizzie. jeszcze dwie zostały nietknięte. usmiechnełam się do siebie na ten widok. ciekawe co się tu działo jak ja spałam. nic nie mówiąc usiadłam na kanapie i wzięłam do reki jeden kawałek pizzy z kurczakiem. dopiero teraz sobie uswiadomiłam jak bardzo byłam głodna!
zjadłam prawie całą pizze oglądając jakiś durna komedię w telewizji. kiedy skończyłam opadłam cięzko na kanapę. popatrzyłam na wiktorię, która zajęła się konsumowaniem drugiej pizzy.
- więc... po co oni tak w ogóle przyszli? - zapytałam zadziornie.
- już ci mówiłam - popatrzyła na mnie z przekąsem.
- a o czym  rozmawialiście?
- nie masz nic ciekawszego do roboty? - zapytała poirytowana.
- na razie nie 
- o wszystkim. pytali skąd dokładnie pochodzimy, o rodzine i takie tam bzdury.
- i tylko po to przyszli? - zapytałam z nie dowierzaniem.
- na to wygląda.
wzruszyłam ramionami odpuszczając. 
- nie martw się jakby mnie jutro rano nie było. pójdę sobie pobiegać - powiedziałam i z wielkim trudem podniosłam się z kanapy idąc w kierunku schodów.
- idziesz juz spać? - zapytała zdziwiona
- no... tak. śpiąca jestem.
popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem jakbym była z kosmosu. usmiechnęłam się tylko do niej delikatnie i poszałam do kuchni. wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy, szklankę z górnej szafki i nalałam napoju do naczynia. kiedy wróciłam do salonu Wiktoria gapiła sie w telewizor dalej jedząc pizze.
- idę spać. do jutra.
- na razie - odpowiedziała z fotela nie odruwając wzroku od telewizora.
przewróciłam oczami i szybko wbiegłam na górę. kiedy weszłam do pokoju, postawiłam szklanke z sokiem na szafeczce nocnej, po czym podeszłam do szafy i wyjełam z niej moją piżamę. wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. kiedy umyłam szybko zęby i twarz,  przebrałam się w piżamę. wruciłam szybko do pokoju, kładąc sie na wielkie łóżko i przykrywając szczelnie kołdrą. spojzałam jeszcze tylko na wyswietlacz mojego telefonu. dochodziła dziewiąta. i dobrze. nie lubie kłaśs sie późno spać. po za tym, nie wiem czym, ale jestem zmeczona, wiec juz po chwili zaczął morzyć mnie sen....

wracałam od koleżanki. noc była zimnama i ciemna. szłam szybko, chcac jak najszybciej znalesc sie we własnym łózku. 
kiedy skreciłam w bocznął drogę mało co nie wpadłam na wielkiego mieśniaka, idacego w przeciwną strone. ominełam go szybko i dalej szłam w swoim kierunku. odwróciłam na chwile głowe, chcąc sprawdzić co zrobił męzczyzna. ku mojeu zdziwieniu, zaczał iśc za mną, a jeszcze przed chwila szedł w przeciwną stronę. przyspieszyłam troche kroku. poczułam że po plecech przebiegł i nie miły dreszcz, więc jeszcze bardziej przyśpieszyłam. kiedy obejzałam się za siebie zauważyłam, że odległośc między mną i mezczyzną znacznie sie zmniejszyła. przestraszyłam się nie na zarty i po chwili biegłam juz chcą jak najszybciej wrócic do domu. popatrzyłam sie przed siebie i zobaczyłam mały park przez który mogłam sobie skrócic drogę. przeszłam przez bramke i zaczełam biec do drugiego wyjścia. usłyszłam kroki za mną.zamarłam na chwile ze strachu. obejżałam się i w tedy meżczyzna złapał mnie mocno w pasie, tak że przez chwile nie mogłam oddychać. kiedy złapałam oddech zaczełam sie szarpac i wyrywać, ale on byl ode mnie o wiele silniejszy. moje serce przyspieszyło, a ja poczułam jak po policzkach zaczynaja spływac mi łzy... chciałam żeby mnie puscił, zaczełąm krzyczec po pomoc, błagac żeby mnie puścił. po chwili uderzył mnie w twarz tak że przewruciło mi się w oczach. wiedziałam juz ze nie mam szans. mężczyzne kopna mnie kolanem w brzuch. poczułam przeszywający bol... zaczęłam strasznie płakać, ale on uderzył mnie jeszcze raz w twarz, łamiąc mi przy tym szczękę. poczułam sie takak bezsila.... a mam mnie ostrzegała.... tylko że ja zawsze musze byc madrzejsza....... teraz za to zapłacę....


siemka!
postanowiłam na nowo zacząć dodawać rozdziały.  mam nadzieje że znajdzie się więcej chetnych do czytania i że opowiadanie bedzie sie podobać! jestem wam wdzięczna za wszystkie wejści i komentarze. pozdrawiam i zapraszam do czytania
bajka
PS. komentarze motywują do pisania!
 


środa, 6 marca 2013

:(

przepraszam że nie pisałam, ale jak nikt nie czyta to po co pisać? jeśli ktokolwiek to czyta to proszę o jakiekolwiek komentarze. poważnie zastanawiam sie nad zlikwidowaniem tego bloga. jeśli nie chcecie żebym go usuwała, to proszę piszcie komentarze!!!! to dla mnie naprawdę bardzo ważne bo kocham pisać, dlatego nie chciałabym go usuwać. dzięki za wszystkie wejścia!
bajka

poniedziałek, 4 marca 2013

ROZDZIAŁ 5

kiedy wróciłyśmy z zakupów była piąta. wiktoria kupiła sobie chyba z dwadzieścia nowych bluzeczek, sweterków i spodni. namówiła mnie na parę rzeczy, ale niewiele sobie kupiłam. dobrze chociaż, że zdążyłyśmy skoczyc do jakiegoś supermarketu, po coś do jedzenia, bo w domu nie ma kompletnie nic.
szczerze mówiąc... strasznie sie denerwowałam przed tym wieczorem. no bo... w końcu ja ich prawie w ogóle nie znam. dobra Willow, uspokuj się, przecież cię nie... 
,,nie, nie myśl o tym''. myśl o czymś innym. uspokuj sie, bo to wróci.
wzięłam jeden głęboki oddech
dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało? za jakie grzechy? przecież ja nic takiego nie zrobiłam.. a jednak cierpiałam... cierpiałam jak nikt inny...
,,nie myśl o tym''.
czy ja musze się ciągle sie upominać? żeby o tym nie myśleć, poszłam na górę wybrac sobie jakieś ciuchy na wieczór. zawsze to jakies zajęcie dla rąk.
- gdzie idziesz? - zapytała mnie Wika
- ide przygotować sobie jakieś ciuszki. potem chyba się wykąpie. no wiesz... trzeba wypróbować to dżakuzi!
- spk. robie coś do jedzenia. chcesz coś?
- pogieło cię? przeciez idziemy na grilla!
- no wiem! ale ja zaraz nie wytrzymam! nic nie jadłam przez cały dzień.
- rozumiem. nie miałaś czasu mdlejąc i kupowaniem sobie nowych ciuchów...
zaśmiałam sie cicho pod nosem wychodząc na górę. 
- ale śmieszne! - krzyknęła jeszce z dołu Wika
kiedy weszłam do pokoju stanęłam jak wryta. na środku pokoju leżała mała karteczka. 
skąd ona się tu do cholery wzięła??!! podniosłąm ją szybko i usiadłam na łózku. rozłożyłam ją w środku było napisane bardzo starannym pismem:
,,przyjdź za dwa dni pod Big - Ben na godzinę 11:00 ''.    
wystraszyłam sie trochę. kto mógł to napisać?! I SKĄD DO JASNEJ CHOLERONA SIE TU WZIĘŁA???!!! zaczęłam sie rozglądać. może ktoś mnie teraz obserwuje? nie.. to niemożliwe.. chyba.
poczułam że tętno mi przyspiesza. teraz podstawowe pytanie. pójść tam czy nie? no bo w końcu nie wiem kto to napisał. równie dobrze to mógł byc jakiś psychopata czy coś w tym stylu. może zakradł się tu pod naszą nieobecność.... przestań wymyślać dziewczyno! to nie jest kryminał!
może powinna o tym powiedziec Wiktorii? ona na pewno będzie wiedziała co z tym zrobić. ale z drugiej strony... sama nie wiem. musze sie nad tym zastanowić.
postanowiłam na dzień dzisiejszy zignorować ten liścik. chcę sie dzisiaj dobże bawic, a nie zamartwiać. włożyłam kawałek papieru do szuflady, a następnie podeszłam do szafy, zastanawiając sie w co mam sie ubrać. nie jestem zbyt dobra w stylizowaniu. w takich sytuacjach zawsze pytam o radę Wikę. i chyba w tym przypadku tez tak zrobię.
- Wiktoria!! - wydarłam sie na cały pysk
- co?
- chodź tutaj!
nie usłyszałam odpowiedzi, ale za to usłyszałam kroki na schodach. chwilę potem do pokoju weszła Wika
- co tam?
- pomóż mi coś wybrać. ja sie na tym nie znam.
- mogłam od razu iść z tobą.
- racja - zaśmiałam się cicho.
podeszła do szafy i zaczęła sie zastanawiać. stała tam juz dobre pięć minut i nic nie wybrała. ale to dla mnie nie nowość. jak ona to mówi: najpierw coś musi ją natchnąć, dopiwro potem może wybierać. nie rozumiem tej jej warjacji, ale nie przeszkadzam i pozwalam sie skupiać.
- to ty może tu wybieraj, a ja pójdę sie kąmpać ok?
- jasne, jasne... - odpowiedziała zamyślona nie patrząc na mnie.
wyszłam z pokoju i skierowałam sie wprost do łazienki.  
kiedy weszłam do pomieszczenia moją uwage przykuło cos za oknem. podeszłam bliżej i od razu chciałam wybuchnąć śmiechem. dwa domy dalej w ogrodzie, stali nasi nowi znajomi wykonując jakiś dziwny taniec szczęścia. potem Zaynowi wypadła komórka z kieszeni, którą natychmiast porwał Lou. i zaczęła sie gonitwa. jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś az tak rozpaczal po utracie 
telefonu! po chwili Zayn zagonił Louisa w kozi róg tak że juz nie miał jak uciec. ale on nie da sie tak łatwo! kiedy mulat chciał mu odebrac telefon, zaczęła sie szarpanina. naciągali sie jak małe dzieci o ulubioną zabawkę. w sumie troche prawdy w tym jest. w końcu jednak Zayn odzyskał swoją własność i wydawałoby sie że zabawa sie skończyła, ale nieee! Lou rzucił sie na Zayna. nie wiem w sumie po co to zrobił. po chwili tarzali się po trawie tłukąc się i wyzywając. Louis w nagłym napadzie, postanowił pozbawić Zayna bluzki. musiałam na chwilę odwrócić wzrok. jak on bosko wygląda!  popatrzyłam znowu i nie mogłam oderwac od niego wzroku.
jednak świetną zabawe przerwał Liam, który ich rozłączył. potem zaczęłi sie śmiac z całej sytuacji. Zayn zaczął sie ubierać (a szkoda) i po chwili zniknęli w domu. ciekawe czy wszyscy maja takie brzuchy. 
opanuj się dziewczyno! 
odetchnęłam i postanowiłam sie odprężyć.

***

 - gotowa?! 
- jeszcze chwilkę!
czy ona zawsze musi sie tak długo przygotowywać? przeciez to nie pokaz mody! chociaż ona może po części tak uważać.
usłyszałam kroki na schodach. 
- już możemy iść - powiedziła cała w skowronkach.
- Wiktoria, opanuj sie. i pamiętaj to sa normalni ludzie jasne?
pokiwała niepewna głową
- jasne.
- no to idziemy.
poszłyśmy razem w kierunku wyjścia.w sumie, to ja tez się denerwuję. no może nie tak bardzo jak moja przyjaciółka. boje sie że palnę jakąś głupotę i źle sobie o mnie pomyślą. ale na tym kończą sie moje zmartwienia. 
niespodziewanie przed oczami znowu stanął mi Zayn bez koszulki. był taki.... no nie potrafie tego powiedzieć. dlaczego ja o tym myslę? nigdy wcześniej mi sie to nie zdarzało. dziwne uczucie.
z czystej ciekawości postanowiłam o coś zapytac Wikę. a jako że ona wie o nich wszystko to to na pewno tez bedzie wiedzieć.
- Wika?
- nom?
- czy... ale żeby nie bylo, to z czystej ciekawości. czy oni maja dziewczyny?
popatrzyła sie na mnie z zadziornym uśmieszkiem. ja nie moge czy ona nie rozumie słowa ,,ciekawość''?
- a co?
- nic! tylko się pytam, nie wolno?
- nie oczywiście że wolno - zasmiała się - a więc, Liam nie dawno zerwał z Danielle Peazer, no... w sumie to ona z nim zerwała. Zayn chodzi z Perrie Edwards, ona śpiewa w little mix kojarzysz? taka blondynka.
- no kojarzę.
- to wracając... Louis chodzi z Eleanor Calder. a Harry i Niall nie maja dziewczyn.
- rozumiem. dzięki.
- a co? masz któregoś na oku?
popatrzyłam na nia groźnie i z wyrzutem. 
- dobra. przepraszam.
- spoko.
chwile podtem stałyśmy już pod drzwiami gdzie mieszkali chłopaki. troche sie denerwuje, ale oj tam.
- Wika - powiedziałam jeszcze szeptem - a ile oni tak w ogóle maja lat?
- Harry 19, Louis 22 a cała reszta 20 - powiedziała na jednym wdechu
o cholera, nie spodziewałam się takiej różnicy wieku. ale w sumie to nie wiem czy to dobrze czy nie no nie ważne
zapukałam lekko do drzwi. nic. zapukałam drugi raz troche mocniej. nadal nic. zaczęłam tłuc do drzwi. po chwili usłyszałyśmy wieki huk. popatrzyłyśmy z Wiką po sobie. po chwili drzwi sie otworzyły a w progu stał Liam.
- cześć! - odezwała sie szybko.
- siemka. ktos sie zabił czy co? - zapytałam ostrożnie.
- a nie to tylko Niall grzebał w lodówce no i kiedy usłyszał wasze pukanie, nie wiem czego ale strasznie sie przestraszył i walna głową o ledną z jej półek, i wszystko sie rozpierniczyło. - usmiechna się głupio - wejdźcie.
kiedy przekroczyłyśmy próg, usłyszałyśmy dochodzące z kuchni ciche pojękiwania. kidy weszłyśmy do pomieszczenia,  zobaczyłyśmy Nialla siedzącego na podłodze, Louisa sprzątającego walające się produkty po podłodze, Harrego rechtającego sie na podłodze z całej sytuacji i Zayna przeglądającego się  w łyżeczce. wszystko razem tworzyło komiczny widok. nie wytrzymałam i zaczęłam sie śmiać. po chwili dołączyła sie do mnie Wiktoria. chłopaki popatrzyli na nas usmiechając się dziwnie.
- nie mogłyście pukac troche ciszej? tu się medytuje! - powiedział Niall z wyrzutem łapiąc się za głowę.
- ale kiedy pukałyśmy ciszej nikt nie raczyl nas usłyszeć! - powiedziała (o dziwo) Wika.
- chce ktoś trzy marchewki? - zapytal Lou.
- dlaczego akurat trzy?
- po co brac jedną, skoro można wziąć trzy na raz! - powiedzial po czym zaczął jesć te swoje trzy marchewki na raz.
- dobra chodźcie do ogrodu, a tej chołocie, jak sie zechce!.. to do nas dołączą. - Zayn skończ poprawiać swój fryz w łyżeczce - Harry nie wiem czy wiesz, ale dziewczyny przyszły.
dopiero teraz skończył sie śmiać i nas zauważył.
- o! hej nie zauważyłem was.
- serio? my tez to zauważyłyśmy.
- dobra chodźcie. głodny sie robie.
- Niall dopiero zjadłeś dziesięć naleśników - powiedzial Liam.
- i ty uważasz, że ja sie tym najem - obużył sie blondyn - myslałem że lepiej mnie znasz!
Liam zasmiał sie tylko i pokazał nam gestem żebyśmy poszły za nim. wykonałyśmy jego polecenie, podziwiając przy tym ich zajebisty dom. 
kiedy weszłyśmy do ogrodu zobaczyłyśmy wielkiego grilla. dopiero teraz sobie uświadomiłam jaka jestem głodna!
i tak zaczęła sie zabawa. po godzinie Zayn zaproponował gre w piłkę. śwetnie! kocham piłkę. byłam w dróżynie z Liamem, Louisem i Wiką.  ogólnie to wygraliśmy siedem osiem, potem Zayn zaczął sie popisywać ile to razy podrzuca nogą piłkę. kiedy skończył zaproponowal mi małe zawody.
- ile razy tak potrafisz? - zapytał z lekka kpiną
- nie dużo. a co chceż się zmierzyć?
- może
- spoko. będzie ciekawie.
popatrzyliśmy po sobie. podal mi druga piłkę i juz mielismy zaczynać. kiedy to wydarl sie Lou.
- czekajcie! ma genialny pomysł! kto przegrywa cmoka drugiego.
- o! takie cos mi pasuje! - usmiechnął sie zadziornie - dobra zaczynamy!
juz raczej nie miałam nic do powiedzenia. po prostu krzykną start! i zaczęliśmy. a mówiąc ,,nie dużo'' miałam na mysli jakieś sto dwadzieścia...
pozostali zaczęli nam liczyć. trzydzieści cztery.. trzydzieści pięć... w sumie to doszliśmy juz do osiemdziesięciu. popatrzyłam na moje konkurenta z chytrum uśmieszkiem. najwidoczniej poczuł na sobie mój wzrok bo odwrucil sie do mnie. i to byl jego błąd. zdekoncentrował się i nie trafił w piłkę. chłopaki zaczęli krzyczeć i śmiać sie z Zayna do czego po chwili przyłączyła sie Wika.
- pamietaj że musisz dotrzymac obietnicy. - upomnial go loczek.
- jak mógłbym zapomnieć!
odwrucił sie w moją stronę i nasze spojrzenia sie skrzyżowały. boże dlaczego? ale dobra niech mu juz będzie. podszedł do mnie i cmoknął mnie w usta na co reszta zareagowała długim ,,uuuuuuuuuuuuu''. i z nowu to dziwne uczucie. niby tylko taki całusek dla jaj, ale poczułam sie tak... dziwnie. coś zaczęło mi się  przewracac w brzuchu. poczułam że robie sie czerwona. niestety ale nie potrafie tego ukryć, ale chyba na szczęście nik nie zauważył... z wyjątkiem jednej osoby która była przyczyną tego rumieńca. teraz to już całkiem spaliłam buraka. uśmiechną sie do mnie i puścił mi oczko.
reszta wieczoru była fantastyczna! ciągle jedliśmy, od czasu do czasu wypiliśmy jakieś piwko. Niall przyniósł gitarę i zaczęliśmy spiewać jakieś piosenki. jednak nie dało sie ukryć przy tym pięknego głosu Wiki.
potem film mi się urwał i nie pamiętam co sie działo. chyba troche za dużo wypiłam. nie dobrze. ostatnie co pamiętam to jak, Niall upuścił gitarę, a potem nie by było nic.

***

kiedy obudziłam się rano pierwsze co poczułam to straszny ból głowy. musiałam wczoraj dużo za duzo wypić. popatrzyłam dookoła. byłam w jakimś pokoju. koło łóżka na podłodze leżały moje ubrania. dopiero teraz sobie uświadomiłam że jestem całkiem naga! na małej komódce koło łóżka leżał mój telefon. popatrzyłam na wyświetlacz. 11:50! nigdy tak późno nie wstawałam! ubrałam się szybko i wyszłam z pokoju. jestem na piętrze, więdz szybko zeszłam na dół do kuchni, gdzie zastałam zawzięcie o czymś rozmawiających Liama i Wiktorię. dziwne, że tak z dnia na dzień można zacząć tak swobodnie rozmawiać.
- cześć! - powiedziałam do nich .
- o cześć - odpowiedziała Wika. - reszta jeszcze nie wstała?
- reszta? - zapytałam ze zdziwieniem. - to reszta jeszcze nie wstała?
- no nie. Zayn śpi w pokoju z Niallem bo ciebe przeniósł do swojego. a Louis śpi u siebie.
gdzie przepraszam spałam? ciekawe kto mnie tak porozbierał. może ja sama tylko nie pamiętam?
po chwili usłyszałam kroki na schodach. odwróciłam się i kogo zobaczyłam? zaspanego Nialla.
- jest coś do żarcia?
- jak sobie zrobisz. - odpowiedział mu Liam.
usiadłam koło wiki przy stole.
- chce ktoś cos do jedzenia? - zapytał Niall myszkując w lodówce
- a co robisz? - zapytałam
popatrzył na mnie z uśmiechem.
- dla ciebie wszystko!
- no to jajecznice poproszę!
- tak jest!
siedzieliśmy tak prowadząc baaaardzo głośna konwersację. dziwie sie że nie obudziło to reszty. kiedy Niall podal mi jajecznice, rzuciłam się na nią  jakbym z tydzień niczego nie jadła.
- ktoś tu jest głodny co?
powiedział to ktoś za moimi plecami. odwróciłam się żeby zobaczyc kto to. boże, dlaczego?
stał tam Zayn w samych dresach. zaczęłam sie gapić, ale dość szybko sie upomniałam i przestałam. dlaczego on ma taki cudowny tors? to powinno być karalne. 
chłopak usiadła kołomnie i zaczął pić wodę. banalne no nie? tylko dziwne jak ktoś wypija jej na jednym wdechu cały litr.
- ma ktoś aspirynę? - zapytał z zamkniętymi oczami.
- ktoś tu ma kaca co? - zapytałam chcąc się odgryść
- to wasza wina. gdybyście wczoraj tak długo nie siedziały to bym tyle nie wypił.....
- możemy sobie iść nie ma sprawy.
-  daj mi dokończyć. ale warto było tyle wypić. szkoda że nie pamiętasz jak wczoraj wyglądałaś.
spuściłam zawstydzona głowę. pewnie ma rację, musieli miec nie złu ubaw. ale sądząc po jego obecnym stanie, on wczoraj nie wyglądał lepiej.
no nic. będę musiała się pohamować.


siemka! nie wiem czy udany, ale mam nadzieje że się podoba! głupio tak dla nikogo pisać..... więc jeśli ktokolwik czyta to proszę o mały komentarz, bo poważnie się zastanawiam, czy nie usunąć bloga. 
bajka