poniedziałek, 4 marca 2013

ROZDZIAŁ 5

kiedy wróciłyśmy z zakupów była piąta. wiktoria kupiła sobie chyba z dwadzieścia nowych bluzeczek, sweterków i spodni. namówiła mnie na parę rzeczy, ale niewiele sobie kupiłam. dobrze chociaż, że zdążyłyśmy skoczyc do jakiegoś supermarketu, po coś do jedzenia, bo w domu nie ma kompletnie nic.
szczerze mówiąc... strasznie sie denerwowałam przed tym wieczorem. no bo... w końcu ja ich prawie w ogóle nie znam. dobra Willow, uspokuj się, przecież cię nie... 
,,nie, nie myśl o tym''. myśl o czymś innym. uspokuj sie, bo to wróci.
wzięłam jeden głęboki oddech
dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało? za jakie grzechy? przecież ja nic takiego nie zrobiłam.. a jednak cierpiałam... cierpiałam jak nikt inny...
,,nie myśl o tym''.
czy ja musze się ciągle sie upominać? żeby o tym nie myśleć, poszłam na górę wybrac sobie jakieś ciuchy na wieczór. zawsze to jakies zajęcie dla rąk.
- gdzie idziesz? - zapytała mnie Wika
- ide przygotować sobie jakieś ciuszki. potem chyba się wykąpie. no wiesz... trzeba wypróbować to dżakuzi!
- spk. robie coś do jedzenia. chcesz coś?
- pogieło cię? przeciez idziemy na grilla!
- no wiem! ale ja zaraz nie wytrzymam! nic nie jadłam przez cały dzień.
- rozumiem. nie miałaś czasu mdlejąc i kupowaniem sobie nowych ciuchów...
zaśmiałam sie cicho pod nosem wychodząc na górę. 
- ale śmieszne! - krzyknęła jeszce z dołu Wika
kiedy weszłam do pokoju stanęłam jak wryta. na środku pokoju leżała mała karteczka. 
skąd ona się tu do cholery wzięła??!! podniosłąm ją szybko i usiadłam na łózku. rozłożyłam ją w środku było napisane bardzo starannym pismem:
,,przyjdź za dwa dni pod Big - Ben na godzinę 11:00 ''.    
wystraszyłam sie trochę. kto mógł to napisać?! I SKĄD DO JASNEJ CHOLERONA SIE TU WZIĘŁA???!!! zaczęłam sie rozglądać. może ktoś mnie teraz obserwuje? nie.. to niemożliwe.. chyba.
poczułam że tętno mi przyspiesza. teraz podstawowe pytanie. pójść tam czy nie? no bo w końcu nie wiem kto to napisał. równie dobrze to mógł byc jakiś psychopata czy coś w tym stylu. może zakradł się tu pod naszą nieobecność.... przestań wymyślać dziewczyno! to nie jest kryminał!
może powinna o tym powiedziec Wiktorii? ona na pewno będzie wiedziała co z tym zrobić. ale z drugiej strony... sama nie wiem. musze sie nad tym zastanowić.
postanowiłam na dzień dzisiejszy zignorować ten liścik. chcę sie dzisiaj dobże bawic, a nie zamartwiać. włożyłam kawałek papieru do szuflady, a następnie podeszłam do szafy, zastanawiając sie w co mam sie ubrać. nie jestem zbyt dobra w stylizowaniu. w takich sytuacjach zawsze pytam o radę Wikę. i chyba w tym przypadku tez tak zrobię.
- Wiktoria!! - wydarłam sie na cały pysk
- co?
- chodź tutaj!
nie usłyszałam odpowiedzi, ale za to usłyszałam kroki na schodach. chwilę potem do pokoju weszła Wika
- co tam?
- pomóż mi coś wybrać. ja sie na tym nie znam.
- mogłam od razu iść z tobą.
- racja - zaśmiałam się cicho.
podeszła do szafy i zaczęła sie zastanawiać. stała tam juz dobre pięć minut i nic nie wybrała. ale to dla mnie nie nowość. jak ona to mówi: najpierw coś musi ją natchnąć, dopiwro potem może wybierać. nie rozumiem tej jej warjacji, ale nie przeszkadzam i pozwalam sie skupiać.
- to ty może tu wybieraj, a ja pójdę sie kąmpać ok?
- jasne, jasne... - odpowiedziała zamyślona nie patrząc na mnie.
wyszłam z pokoju i skierowałam sie wprost do łazienki.  
kiedy weszłam do pomieszczenia moją uwage przykuło cos za oknem. podeszłam bliżej i od razu chciałam wybuchnąć śmiechem. dwa domy dalej w ogrodzie, stali nasi nowi znajomi wykonując jakiś dziwny taniec szczęścia. potem Zaynowi wypadła komórka z kieszeni, którą natychmiast porwał Lou. i zaczęła sie gonitwa. jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś az tak rozpaczal po utracie 
telefonu! po chwili Zayn zagonił Louisa w kozi róg tak że juz nie miał jak uciec. ale on nie da sie tak łatwo! kiedy mulat chciał mu odebrac telefon, zaczęła sie szarpanina. naciągali sie jak małe dzieci o ulubioną zabawkę. w sumie troche prawdy w tym jest. w końcu jednak Zayn odzyskał swoją własność i wydawałoby sie że zabawa sie skończyła, ale nieee! Lou rzucił sie na Zayna. nie wiem w sumie po co to zrobił. po chwili tarzali się po trawie tłukąc się i wyzywając. Louis w nagłym napadzie, postanowił pozbawić Zayna bluzki. musiałam na chwilę odwrócić wzrok. jak on bosko wygląda!  popatrzyłam znowu i nie mogłam oderwac od niego wzroku.
jednak świetną zabawe przerwał Liam, który ich rozłączył. potem zaczęłi sie śmiac z całej sytuacji. Zayn zaczął sie ubierać (a szkoda) i po chwili zniknęli w domu. ciekawe czy wszyscy maja takie brzuchy. 
opanuj się dziewczyno! 
odetchnęłam i postanowiłam sie odprężyć.

***

 - gotowa?! 
- jeszcze chwilkę!
czy ona zawsze musi sie tak długo przygotowywać? przeciez to nie pokaz mody! chociaż ona może po części tak uważać.
usłyszałam kroki na schodach. 
- już możemy iść - powiedziła cała w skowronkach.
- Wiktoria, opanuj sie. i pamiętaj to sa normalni ludzie jasne?
pokiwała niepewna głową
- jasne.
- no to idziemy.
poszłyśmy razem w kierunku wyjścia.w sumie, to ja tez się denerwuję. no może nie tak bardzo jak moja przyjaciółka. boje sie że palnę jakąś głupotę i źle sobie o mnie pomyślą. ale na tym kończą sie moje zmartwienia. 
niespodziewanie przed oczami znowu stanął mi Zayn bez koszulki. był taki.... no nie potrafie tego powiedzieć. dlaczego ja o tym myslę? nigdy wcześniej mi sie to nie zdarzało. dziwne uczucie.
z czystej ciekawości postanowiłam o coś zapytac Wikę. a jako że ona wie o nich wszystko to to na pewno tez bedzie wiedzieć.
- Wika?
- nom?
- czy... ale żeby nie bylo, to z czystej ciekawości. czy oni maja dziewczyny?
popatrzyła sie na mnie z zadziornym uśmieszkiem. ja nie moge czy ona nie rozumie słowa ,,ciekawość''?
- a co?
- nic! tylko się pytam, nie wolno?
- nie oczywiście że wolno - zasmiała się - a więc, Liam nie dawno zerwał z Danielle Peazer, no... w sumie to ona z nim zerwała. Zayn chodzi z Perrie Edwards, ona śpiewa w little mix kojarzysz? taka blondynka.
- no kojarzę.
- to wracając... Louis chodzi z Eleanor Calder. a Harry i Niall nie maja dziewczyn.
- rozumiem. dzięki.
- a co? masz któregoś na oku?
popatrzyłam na nia groźnie i z wyrzutem. 
- dobra. przepraszam.
- spoko.
chwile podtem stałyśmy już pod drzwiami gdzie mieszkali chłopaki. troche sie denerwuje, ale oj tam.
- Wika - powiedziałam jeszcze szeptem - a ile oni tak w ogóle maja lat?
- Harry 19, Louis 22 a cała reszta 20 - powiedziała na jednym wdechu
o cholera, nie spodziewałam się takiej różnicy wieku. ale w sumie to nie wiem czy to dobrze czy nie no nie ważne
zapukałam lekko do drzwi. nic. zapukałam drugi raz troche mocniej. nadal nic. zaczęłam tłuc do drzwi. po chwili usłyszałyśmy wieki huk. popatrzyłyśmy z Wiką po sobie. po chwili drzwi sie otworzyły a w progu stał Liam.
- cześć! - odezwała sie szybko.
- siemka. ktos sie zabił czy co? - zapytałam ostrożnie.
- a nie to tylko Niall grzebał w lodówce no i kiedy usłyszał wasze pukanie, nie wiem czego ale strasznie sie przestraszył i walna głową o ledną z jej półek, i wszystko sie rozpierniczyło. - usmiechna się głupio - wejdźcie.
kiedy przekroczyłyśmy próg, usłyszałyśmy dochodzące z kuchni ciche pojękiwania. kidy weszłyśmy do pomieszczenia,  zobaczyłyśmy Nialla siedzącego na podłodze, Louisa sprzątającego walające się produkty po podłodze, Harrego rechtającego sie na podłodze z całej sytuacji i Zayna przeglądającego się  w łyżeczce. wszystko razem tworzyło komiczny widok. nie wytrzymałam i zaczęłam sie śmiać. po chwili dołączyła sie do mnie Wiktoria. chłopaki popatrzyli na nas usmiechając się dziwnie.
- nie mogłyście pukac troche ciszej? tu się medytuje! - powiedział Niall z wyrzutem łapiąc się za głowę.
- ale kiedy pukałyśmy ciszej nikt nie raczyl nas usłyszeć! - powiedziała (o dziwo) Wika.
- chce ktoś trzy marchewki? - zapytal Lou.
- dlaczego akurat trzy?
- po co brac jedną, skoro można wziąć trzy na raz! - powiedzial po czym zaczął jesć te swoje trzy marchewki na raz.
- dobra chodźcie do ogrodu, a tej chołocie, jak sie zechce!.. to do nas dołączą. - Zayn skończ poprawiać swój fryz w łyżeczce - Harry nie wiem czy wiesz, ale dziewczyny przyszły.
dopiero teraz skończył sie śmiać i nas zauważył.
- o! hej nie zauważyłem was.
- serio? my tez to zauważyłyśmy.
- dobra chodźcie. głodny sie robie.
- Niall dopiero zjadłeś dziesięć naleśników - powiedzial Liam.
- i ty uważasz, że ja sie tym najem - obużył sie blondyn - myslałem że lepiej mnie znasz!
Liam zasmiał sie tylko i pokazał nam gestem żebyśmy poszły za nim. wykonałyśmy jego polecenie, podziwiając przy tym ich zajebisty dom. 
kiedy weszłyśmy do ogrodu zobaczyłyśmy wielkiego grilla. dopiero teraz sobie uświadomiłam jaka jestem głodna!
i tak zaczęła sie zabawa. po godzinie Zayn zaproponował gre w piłkę. śwetnie! kocham piłkę. byłam w dróżynie z Liamem, Louisem i Wiką.  ogólnie to wygraliśmy siedem osiem, potem Zayn zaczął sie popisywać ile to razy podrzuca nogą piłkę. kiedy skończył zaproponowal mi małe zawody.
- ile razy tak potrafisz? - zapytał z lekka kpiną
- nie dużo. a co chceż się zmierzyć?
- może
- spoko. będzie ciekawie.
popatrzyliśmy po sobie. podal mi druga piłkę i juz mielismy zaczynać. kiedy to wydarl sie Lou.
- czekajcie! ma genialny pomysł! kto przegrywa cmoka drugiego.
- o! takie cos mi pasuje! - usmiechnął sie zadziornie - dobra zaczynamy!
juz raczej nie miałam nic do powiedzenia. po prostu krzykną start! i zaczęliśmy. a mówiąc ,,nie dużo'' miałam na mysli jakieś sto dwadzieścia...
pozostali zaczęli nam liczyć. trzydzieści cztery.. trzydzieści pięć... w sumie to doszliśmy juz do osiemdziesięciu. popatrzyłam na moje konkurenta z chytrum uśmieszkiem. najwidoczniej poczuł na sobie mój wzrok bo odwrucil sie do mnie. i to byl jego błąd. zdekoncentrował się i nie trafił w piłkę. chłopaki zaczęli krzyczeć i śmiać sie z Zayna do czego po chwili przyłączyła sie Wika.
- pamietaj że musisz dotrzymac obietnicy. - upomnial go loczek.
- jak mógłbym zapomnieć!
odwrucił sie w moją stronę i nasze spojrzenia sie skrzyżowały. boże dlaczego? ale dobra niech mu juz będzie. podszedł do mnie i cmoknął mnie w usta na co reszta zareagowała długim ,,uuuuuuuuuuuuu''. i z nowu to dziwne uczucie. niby tylko taki całusek dla jaj, ale poczułam sie tak... dziwnie. coś zaczęło mi się  przewracac w brzuchu. poczułam że robie sie czerwona. niestety ale nie potrafie tego ukryć, ale chyba na szczęście nik nie zauważył... z wyjątkiem jednej osoby która była przyczyną tego rumieńca. teraz to już całkiem spaliłam buraka. uśmiechną sie do mnie i puścił mi oczko.
reszta wieczoru była fantastyczna! ciągle jedliśmy, od czasu do czasu wypiliśmy jakieś piwko. Niall przyniósł gitarę i zaczęliśmy spiewać jakieś piosenki. jednak nie dało sie ukryć przy tym pięknego głosu Wiki.
potem film mi się urwał i nie pamiętam co sie działo. chyba troche za dużo wypiłam. nie dobrze. ostatnie co pamiętam to jak, Niall upuścił gitarę, a potem nie by było nic.

***

kiedy obudziłam się rano pierwsze co poczułam to straszny ból głowy. musiałam wczoraj dużo za duzo wypić. popatrzyłam dookoła. byłam w jakimś pokoju. koło łóżka na podłodze leżały moje ubrania. dopiero teraz sobie uświadomiłam że jestem całkiem naga! na małej komódce koło łóżka leżał mój telefon. popatrzyłam na wyświetlacz. 11:50! nigdy tak późno nie wstawałam! ubrałam się szybko i wyszłam z pokoju. jestem na piętrze, więdz szybko zeszłam na dół do kuchni, gdzie zastałam zawzięcie o czymś rozmawiających Liama i Wiktorię. dziwne, że tak z dnia na dzień można zacząć tak swobodnie rozmawiać.
- cześć! - powiedziałam do nich .
- o cześć - odpowiedziała Wika. - reszta jeszcze nie wstała?
- reszta? - zapytałam ze zdziwieniem. - to reszta jeszcze nie wstała?
- no nie. Zayn śpi w pokoju z Niallem bo ciebe przeniósł do swojego. a Louis śpi u siebie.
gdzie przepraszam spałam? ciekawe kto mnie tak porozbierał. może ja sama tylko nie pamiętam?
po chwili usłyszałam kroki na schodach. odwróciłam się i kogo zobaczyłam? zaspanego Nialla.
- jest coś do żarcia?
- jak sobie zrobisz. - odpowiedział mu Liam.
usiadłam koło wiki przy stole.
- chce ktoś cos do jedzenia? - zapytał Niall myszkując w lodówce
- a co robisz? - zapytałam
popatrzył na mnie z uśmiechem.
- dla ciebie wszystko!
- no to jajecznice poproszę!
- tak jest!
siedzieliśmy tak prowadząc baaaardzo głośna konwersację. dziwie sie że nie obudziło to reszty. kiedy Niall podal mi jajecznice, rzuciłam się na nią  jakbym z tydzień niczego nie jadła.
- ktoś tu jest głodny co?
powiedział to ktoś za moimi plecami. odwróciłam się żeby zobaczyc kto to. boże, dlaczego?
stał tam Zayn w samych dresach. zaczęłam sie gapić, ale dość szybko sie upomniałam i przestałam. dlaczego on ma taki cudowny tors? to powinno być karalne. 
chłopak usiadła kołomnie i zaczął pić wodę. banalne no nie? tylko dziwne jak ktoś wypija jej na jednym wdechu cały litr.
- ma ktoś aspirynę? - zapytał z zamkniętymi oczami.
- ktoś tu ma kaca co? - zapytałam chcąc się odgryść
- to wasza wina. gdybyście wczoraj tak długo nie siedziały to bym tyle nie wypił.....
- możemy sobie iść nie ma sprawy.
-  daj mi dokończyć. ale warto było tyle wypić. szkoda że nie pamiętasz jak wczoraj wyglądałaś.
spuściłam zawstydzona głowę. pewnie ma rację, musieli miec nie złu ubaw. ale sądząc po jego obecnym stanie, on wczoraj nie wyglądał lepiej.
no nic. będę musiała się pohamować.


siemka! nie wiem czy udany, ale mam nadzieje że się podoba! głupio tak dla nikogo pisać..... więc jeśli ktokolwik czyta to proszę o mały komentarz, bo poważnie się zastanawiam, czy nie usunąć bloga. 
bajka  
       

   
   
       
       
     
 


     
     

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz