niedziela, 24 lutego 2013
ROZDZIAŁ 4
popatrzyłam na nich z nie dowierzeniem.
- na prawdę??
- to najprawdziwsza prawda. - powiedział loczek
boże jaka ja jestem głupia!! teraz się nie dziwie że Wika zemdlała. ale z kąt miałam wiedzieć?? przecież nigdy się nimi nie interesowałam, nie wiedziałam jak wyglądają i w ogóle jak sie nazywają!! i co ja mam teraz im powiedzieć?? sory ale nie wiedziałam że wy to wy? to przecież bez sensu!!
- ja.. sory jeśli was uraziłam... ale nigdy was nie słuchałam, i nie wiedziałam kim jesteście.
blondynek złapał sie za serce jak aktor i zaczął udawać umierającego.
- ranisz... ach, nawet nie wiesz jak to boli!!
wszyscy na raz wybuchnęliśmy śmiechem . w sumie to nie wiem dlaczego. myślałam, ze sie na mnie obrażą.. czy cos w tym stylu.
- nie, a na serio to spoko. fajnie widzieć że jakaś dziewczyna nie piszczy na nasz widok. - blondynek próbował udawac poważnego... ale szczerze mówią średnio mu to wychodziło.
- dobra. to skoro wy sie jeszcze nie znacie to was po przedstawiam - powiedział Zayn z pełna powagom.
- o widze, że nasz piękniś zdążył juz się lepiej poznaz z nasza nową koleżanką - krzykną marchewka na co wszyscy (oprócz mnie i Zayna) zareagowali mniej więcej tak:
- uuuuuuuuuuuuu...
- ha ha ha strasznie śmieszne. juz sie posmialiście? - zapytał niby znudzony Zayn
- tak możesz zaczynać prezentację - powiedzial blondyn po czyn ustawił się jak model do zdjęcia.
- dobrz.. to może zaczniemy od najgłupszego - powiedział Malik wczuwając sie w rolę - a oto nasz farbowany, irlandzki przyjaciel.. Niall Horan! - popatrzył sie na mnie sprawdzając, czy wszystko sobie koduję. - do niego raczej nie przychodzić bez jedzenia. w ciągu dnia potrafi spożyć około dziesięciu kilogramów pożywienia.
- piętnastu - poprawił go Liam
- tak właśnie - ciągną dalej Zayn - następny to nie kto inny jak Louis Tomlinson. jego główne zajęcie to konsumpcja marchewek i ogólnie wszystko co się z nimi wiąże. a... bym zapomniał... jest fanem bluzek w paski.
zaśmiałam sie cicho pod nosem. ciekawe czy to co o nich opowiada to prawda.
- dalej... Harry Styles! uwielbia łazić bo domu w samych gaciach, przez co często musimy zatrzymywać ważnych gości w progu, aby pan Styles mógł łaskawie sie ubrać.
tym razem nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem, po niedługiej chwili dołączyła sie do mnie cała reszta.
- dobra, dobra już spokuj musimy skończyć. Liam Payne. nasz ukochany tatuś i fan Disney'a. to dzięki niemu nasz dom jeszce jako tako wygląda, aczkolwiek bywały juz z jego strony lekkie załamania psychiczne. nie dziwimy sie mu.
popatrzyłam na Liama. miał minę zmartwionego ojca, który nie wie co ma zrobic z własnymi dziećmi.
- na koniec zostawiamy najlepsze. - ciągną - a więc Zayn Malik. najmądrzejszy, najprzystojniejszy, najinteligentniejszy, najbardziej lubiany przez dziewczyny..
- najskromniejszy.. - wtrącił się Niall
- to też, czyli najogólniej, Zayn to ten naj. - skończył swoja wypowiedź.
ale o czyms chyba jednak zapomniał...
- jeszcze jedna osoba, nie jest nam znana - wtrącił Liam.
- ach no tak, wybaczcie, jak mógłbym zapomnieć. Willow Gross. śliczna, wygadana i inteligentna dziewczyna, która przyjechała ze swoja przyjaciółką, (która aktualnie nie może z nami rozmawiać) na wakacje do domu swojego kuzyna który wyjechał na wczasy.
popatrzyłam na niego błagalnie, a on tylko puścił mi zalotne oczko. poczułam, że robię się czerwona na twarzy. chciałam to jakoś ukryć, ale nie za bardzo miałam jak, więc odpuściłam.
- no to skoro wszystko już wiemy.. - wtrącił Harry - zapraszamy dzisiaj na godzinę siódmą na grilla u nas, w celu polepszenia naszych znajomości.
popatrzyłam na niego groźnie.
- radze ci, nie przeginaj.
- tak jest! - zasalutował - a, bym byl zapomniał. przepraszam jesli cie to obrazi, ale jesteście z...
- Wiktorią.... - pomogłam mu
- Wiktorią. - podziękował - na tyle duże, abyście mogły spożywac alkohol?
ta jego nuta... chyba lekkiej kpiny i sarkazmy, nie źle mnie wkurzyły. zastanowiłam sie chwile nad tym pytaniem, po czym odpowiedziała.
- owszem możemy spożywać alkohol i.. tak obraziło mnie to pytanie
Liam sie zająkną, po czym padł przede mną na kolana, złożył ręce i zaczął mnie błagać
- wybacz mu! on po prostu nie umie sie zachować! wiem to mój wielki błąd wychowawczy, ale jeśli mu wybaczysz obiecuje nad tym popracować...
byłam bliska wielkiego ataku śmiechu, ale powstrzymałam się jeszcze przez chwilę.
- zastanowię sie nad taka możliwością
potem nie wytrzymałam i wybuchnęłam wielkim śmiechem. z resztą nie tylko ja! po chwili, wszyscy tarzaliśmy sie po podłodze ze śmiechu. to są najdziwniejsi i jednocześnie najfajniejsi faceci jakich w życiu spotkałam!!
- jesteście nie złymi idiotami! - powiedziałam przez łzy.
- to nasz znak rozpoznawczy - odezwał się marchewka.
- dobra juz dość. - zaczął ich uspokajać Daddy - choćie chłopaki zbieramy sie! jedziemy na zakupy, a dziewczyny niech sie tu pozbierają i widzimy się wieczorem. - zarządził
- ok. to widzimy sie wieczorkiem tak?
- jasne! - odpowiedzieli chórem wychodząc na dwór.
- To do zobaczenia!
- na razie - krzyknęli wszyscy na pożegnanie i wyszli z domu.
musiałam na chwilę usiąść, żeby nie podzielic losu mojej przyjaciółki.
- wow! - powiedziałam sama do siebie
dobra po kolei. spotykam na drodze, mega przystojnego faceta, na którego widok Wiktoria mdleje. razem wnosimy ją do domu. następnie nieznajomy dzwoni po swoich czterech świrniętych kumpli, aby pomogli obudzić mi śpiącą królewnę. i owszem budzi sie , ale na ich widok z powrotem mdleje. potem okazuje się że tych pięciu to One Direction!! no może nie jestem ich fanką... i może w ogóle ich nie znam... ale fajnie spotkać bożyszczy nastolatek.
no... a teraz przydałoby sie jakoś obudzić Wiktorię, no bo wieczorem idziemy do chłopaków na grilla!!! w sumie to nie wiem czy dobrze zrobiłam zgadzając się na ten cały alkohol, ale z tego co pamiętam, moi rodzice pierwszy raz się napili, kiedy byli w moim wieku. więc w sumie to nie będę miała wyrzutów.
usiadłam koło Wiki i zaczęłam się zastanawiać jak mam ja obudzić. może by ja oblać wodą? nawet jak nie zadziała, to będzie ubaw! czyli w sumie... dobry pomysł!
poszłam do kuchni wyjąć ( po długich poszukiwaniach) szklankę. napełniłam ją zimną wodą i wróciłam do salonu.
wiktoria nie będzie zbyt szczęśliwa, jeśli zniszcze jej idealny makijaż.. trudno.
pochyliłam się nad przyjaciółką. już widzę jej minę. wzięłam zamach i...
kiedy lodowata woda dotknęła jej twarzy zerwała się jak głupia i zaczęła piszczeć na cały dom.
- ha ha ha ha!!!!! ...
dostałam napadu niepohamowanego śmiechu. a jej mina?? bezcenna.
- z czego się śmiejesz jak głupia? - zapytała z wyrzutem - i dlaczego do cholery jasnej mnie oblałaś??!!
postarałam się przestac śmiać. średnio mi to wychodziło, ale po chwili byłam juz zdolna do mówienia.
- no bo.. ha ha.. zemdlałaś. to co miałam czekać aż się sama obudzisz?
popatrzyła na mnie z wielkimi oczami, uświadamiając coś sobie.
- czyli że to nie był sen?
popatrzyłam na nią pytająco nie wiedząc o co chodzi.
- no byli tu czy nie???
- a chodzi ci o tych idiotów? trak byli tu i zaprosili nas wieczorem na grilla.
- ha ha ha bardzo śmieszna.
- a czy ja się śmieję?
zamurowało ją. chyba nie spodziewała sie takiego obrotu sprawy. z reszta ja też nie.
- na serio?
- no tak!!
i z powrotem zaczęła piszczeć, ale tym razem jako wielka fanka. boże dlaczego ona się aż tak podnieca??
- pogieło cię?? weź się zamknij bo cie jeszcze usłyszą.
przestraszyła się. wstała szybko z kanapy.
- to gdzie oni mieszkają?
- dwa domy dalej.
w tym momencie wyglądała tak jakby z powrotem miała zemdleć. usiadła na kanapie i schowała głowę w kolanach.
- eem.. wszystko dobrze?
- i ty się jeszcze pytasz??!!! przecież jeśli to prawda to właśnie wybieramy się do najprzystojniejszych (i jeszcze na dodatek sławnych) gości na grilla!!! i co ma być niby w porządku??!! przecież nie mam w co się ubrać, na pewno się wygłupię!! boże w co ty nas wpakowałaś??!!!
- Wika uspokój się!! przecież to są normalni ludzie, a nie małpy w zoo!!!
- no niby tak ale to przecież One Direction!!!
- i co z tego??!!
- jak to co??
wywróciłam oczy ku niebu. na serio, nie wiem dlaczego ona się tak tym podnieca. przecież kiedy z nimi rozmawiałam zachowywali sie całkiem normalnie.... jeśli tak można to było nazwać.
- Wiktoria wiem że jestes ich mega wielką fanką i że nigdy nawet nie mażyłaś że ich kiedyś spotkasz...., ale to są naprawdę spoko goście! tylko ja bym się na ich miejscu przestraszyła, gdyby na mój widok ktoś zaczął krzyczeć.
popatrzyła na mnie niepewna. odpowiedziałam jej zachęcającym wzrokiem. wie że mam rację.
- dobra postaram się nie piszczec na ich widok.
- i w mierę możliwości zachowuj się normalnie.
- ok to co idziemy na te zakupy? przecież nie pójdę tak ubrana!
- dobra. no to chodź, zbieramy sie..
- ty chyba sobie żartujesz! po tym co mi zrobiłaś z twarzą?! zapomnij, najpierw ide się przemalować.
- ok, to ja na ciebie poczekam.
usiadłam na fotelu i zaczęłam czekać.
ale dziwny dzień.
nigdy bym nie przypuszczała, że spotka mnie cos tak niezwykłego. zastanawiam się, czy spotyka to wszystkie dziewczyny które mdleją na ich widok. ,,pewnie nie'', a mój głos wewnętrzny bardzo rzadko sie myli.
zastanawiała mnie jeszcze jedna rzecz. kiedy Zayn puścił do mnie oczko, zaczerwieniłam sie jak burak. bardzo dziwne bo nigdy wcześniej tak nie reagowałam na zaczepki chłopaków. wręcz przeciwnie, odrzucałam je. więc skąd u mnie taka reakcja? może to przez to, że jest sławny? nie wiem.
czy to nie dziwne? przecież inne dziewczyny mażą, żeby tylko poznać któregoś z nich. a ja w ogóle nie wiedziałam kto to jest! zachowywałam sie po prostu normalnie. może dlatego postanowili nas zaprosić? chociaż po reakcji mojej wspaniałomyślnej koleżanki, jej bym nie zaprosiła. tolerancyjni są.
po chwili usłyszałam jak ktoś schodzi z góry. kiedy zobaczyłam Wikę w zupełnie nowym makijażu, poderwałam się z fotela i razem ruszyłyśmy w kierunku drzwi.
- to gdzie najpierw? - zapytałam
- jak to gdzie.... do galerii!!!
spuściłam głowę z rezygnacją. myślałam, że może sobie odpuściła. no ale cóż... nadzieja matką głupich.
- no dobra to chodź już..
siemka!! często dodaje rozdziały, ale to przez nadmiar wolnego czasu i dużo niespożytej weny. mam nadzieję że się podoba ;). proszę o malutkie komentarze...
bajka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz