Lot trwał
prawie dwie godziny. Przez ten czas zastanawiałam się jak wybrnąć z tej niefortunnej
sytuacji. Jednak nie było to trudne. Za dzwonie do rodziców, poproszę żeby
podali mi adres i już! Chyba że oni tez nie wiedzą, to będzie z tym trochę
więcej cackania, bo trzeba będzie zadzwonić do kuzyna. Ale oj tam, oj tam.
Kiedy stałyśmy w Londynie na lotnisku już z bagażami, wyciągnęłam komórkę i wykręciłam numer do mamy.
- Halo? - usłyszałam głos w słuchawce.
- Cześć mamo. chciałam cie tylko poinformować, że jakimś dziwnym trafem zapomniałam się dowiedzieć gdzie mieszka Wojtek - (mój kuzyn)
- nie dziwi mnie to, przecież ty zawsze czegoś zapominasz. ale ja też zapomniałam ci o tym powiedzieć.
potem mama podała mi adres i pogadałyśmy jeszcze przez chwilę.
kiedy się rozłączyła, złapałyśmy z Wiką jakąś taksówkę i podałyśmy kierowcy adres. obie angielski znamy świetnie. Wiktoria jest szkolną prymuską, a ja, jako że rodzice kładli bardzo duży nacisk na moją naukę tego języka odnajduję się w nim bardzo dobrze.
Ciągle myślałam o naszym pobycie tutaj. (Dobrze że chodziarz nie zapomniałam kluczy do domu!) znając nas, pewnie zwiedzimy całe miasto!
jazda trwała dość długo, około dwudziestu minut. w czasie podróży podziwiałyśmy widoki. już nie mogę się doczekać pierwszego zwiedzania! i chyba wiem gdzie pójdę najpierw. kierowca zatrzymał się niedaleko ślicznego, małego parku. na środku stała fontanna, a od niej rozchodziły się alejki, przy których stały ławki. po za tym, to miejsce było jakieś... dziwne, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. lobię takie miejsca.
dobra, ja tutaj o niebieskich migdałach, a nie zobaczyłam celu dla którego kierowca stanął. a jest na co popatrzeć!
dom.. a raczej willa przed która kierowca się zatrzymał, nie może należeć do mojego kuzyna! słyszałam że ma dobra pracę, ale nigdy nie sądziłam że będzie go stać na coś takiego! cóż, najwidoczniej się przeliczyłam.
wysiadłyśmy z Wika z wozu, nadal nie mogąc uwierzyć w to co widzimy. wyciągnęłyśmy bagaże i zapłaciliśmy kierowcy. chwile potem stałyśmy osłupiałe przed domem. to prawdziwy pałac!
- gdzie pracuje twój kuzyn, że stać go na coś takiego?!
zastanowiłam się przez chwile nad tym pytaniem. potem się zaczerwieniłam i powiedziałam zawstydzona
- powiem ci szczerze, że nie wiem
Wika popatrzyła na mnie jakbym była z innej planety.
- nie wnikam. ale naprawdę musi nie źle zarabiać.
zaczęłam szukać kluczy w walizce. trochę mi to zajęło bo nie pamiętam gdzie je włożyłam, ale w końcu znalazłam je w bocznej kieszonce.
oto chwila prawdy. otworzyłam drzwi i... zatkało mnie z wrażenia. ten dom to prawdziwy pałac! porównując już na wejściu ten dom z moim.. nie, tego nie da sie porównać. rozebrałyśmy się we wszechstronnym przedpokoju i poszłyśmy dalej. na jego końcu znajduje się gigantyczny salon, ale takiego jeszcze w życiu nie widziałam. ogromna plazma chyba z siedemdziesiąt cali, cudowne tapety na ścianach, a jakie fotele i kanapa! pokój dalej znajduje się kuchnia, normalnie jak w programach kulinarnych!
- Willow widziałaś to?!!
wruciłam szybko do salonu, sprawdzić czego nie zdążyłam zauważyć. chodziarz podejrzewam że po takim widoku już mało co mnie tutaj zaskoczy.
-Czego nie widziałam?
wskazała tylko palcem na oszklona ścianę salonu. ale co za nią jest! moim oczom ukazał się ogromny basen z tarasem. a jednak eis myliłam.
- WOW!!!
na nic innego nie potrafiłam się zdobyć. a to tylko początek, ten dom jest piętrowy! już się boje zobaczyć co jest na pierwszym piętrze. coś mi się wydaje że to będą najlepsze wakacje w moim życiu!!!
no i proszę. tak oto powstał pierwszy rozdział. prosze o mały komentarzyk.
bajka
kiedy się rozłączyła, złapałyśmy z Wiką jakąś taksówkę i podałyśmy kierowcy adres. obie angielski znamy świetnie. Wiktoria jest szkolną prymuską, a ja, jako że rodzice kładli bardzo duży nacisk na moją naukę tego języka odnajduję się w nim bardzo dobrze.
Ciągle myślałam o naszym pobycie tutaj. (Dobrze że chodziarz nie zapomniałam kluczy do domu!) znając nas, pewnie zwiedzimy całe miasto!
jazda trwała dość długo, około dwudziestu minut. w czasie podróży podziwiałyśmy widoki. już nie mogę się doczekać pierwszego zwiedzania! i chyba wiem gdzie pójdę najpierw. kierowca zatrzymał się niedaleko ślicznego, małego parku. na środku stała fontanna, a od niej rozchodziły się alejki, przy których stały ławki. po za tym, to miejsce było jakieś... dziwne, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. lobię takie miejsca.
dobra, ja tutaj o niebieskich migdałach, a nie zobaczyłam celu dla którego kierowca stanął. a jest na co popatrzeć!
dom.. a raczej willa przed która kierowca się zatrzymał, nie może należeć do mojego kuzyna! słyszałam że ma dobra pracę, ale nigdy nie sądziłam że będzie go stać na coś takiego! cóż, najwidoczniej się przeliczyłam.
wysiadłyśmy z Wika z wozu, nadal nie mogąc uwierzyć w to co widzimy. wyciągnęłyśmy bagaże i zapłaciliśmy kierowcy. chwile potem stałyśmy osłupiałe przed domem. to prawdziwy pałac!
- gdzie pracuje twój kuzyn, że stać go na coś takiego?!
zastanowiłam się przez chwile nad tym pytaniem. potem się zaczerwieniłam i powiedziałam zawstydzona
- powiem ci szczerze, że nie wiem
Wika popatrzyła na mnie jakbym była z innej planety.
- nie wnikam. ale naprawdę musi nie źle zarabiać.
zaczęłam szukać kluczy w walizce. trochę mi to zajęło bo nie pamiętam gdzie je włożyłam, ale w końcu znalazłam je w bocznej kieszonce.
oto chwila prawdy. otworzyłam drzwi i... zatkało mnie z wrażenia. ten dom to prawdziwy pałac! porównując już na wejściu ten dom z moim.. nie, tego nie da sie porównać. rozebrałyśmy się we wszechstronnym przedpokoju i poszłyśmy dalej. na jego końcu znajduje się gigantyczny salon, ale takiego jeszcze w życiu nie widziałam. ogromna plazma chyba z siedemdziesiąt cali, cudowne tapety na ścianach, a jakie fotele i kanapa! pokój dalej znajduje się kuchnia, normalnie jak w programach kulinarnych!
- Willow widziałaś to?!!
wruciłam szybko do salonu, sprawdzić czego nie zdążyłam zauważyć. chodziarz podejrzewam że po takim widoku już mało co mnie tutaj zaskoczy.
-Czego nie widziałam?
wskazała tylko palcem na oszklona ścianę salonu. ale co za nią jest! moim oczom ukazał się ogromny basen z tarasem. a jednak eis myliłam.
- WOW!!!
na nic innego nie potrafiłam się zdobyć. a to tylko początek, ten dom jest piętrowy! już się boje zobaczyć co jest na pierwszym piętrze. coś mi się wydaje że to będą najlepsze wakacje w moim życiu!!!
no i proszę. tak oto powstał pierwszy rozdział. prosze o mały komentarzyk.
bajka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz