piątek, 22 lutego 2013

ROZDZIAŁ 2

kiedy weszłyśmy na pierwsze piętro już sam korytarz robił  duże wrażenie. postanowiłyśmy z Wiką otwierać wszystkie drzwi po kolei.  za pierwszymi znajdowała się wielka łazienka w której znajdowało się dżakuzi. już wiemy gdzie pierwsza kąpiel! za dwoma następnymi są dwie sypialnie. ( po co mu dwie sypialnie?) wielkie łóżka z baldachimami i trzydziesto sześcio calowe telewizory sprawiały, że pokoje wyglądały jak w pięcio gwiazdkowym hotelu. dalej nie mogłam uwierzyć że przez ponad miesiąc będę mieszkała w takiej willi. następne pokoje były całkiem.. przeciętne, jeśli tak można nazwać prywatną, bardzo dobrze wyposażoną siłownie, oraz biblioteczkę, w której znajdują chyba się wszystkie książki świata! 
jednak najbardziej w tym wszystkim zadziwiała mnie wszechstronność. wszędzie było mnóstwo miejsca! 
- Willow chodź zobaczyć jaki balkon! 
- Tutaj jest jeszcze balkon?!
- i to jeszcze jaki!!
podeszłam do Wiki. rzeczywiście, nie mały ten balkon. nic dziwnego że nie zauważyłam go za pierwszym razem, bo znajduje się on z tyłu domu. uświadomiłam sobie że to świetne miejsce do opalania. 
- wiesz co...
zapytała mnie wiki
- nie wiem. a co?
- No właśnie najgorsze jest to że ja też nie wiem co.
nie wiem za bardzo o co jej chodzi. ale rozumiem jej szok i nie możność wypowiedzenia niczego więcej.
- za to ja wiem co
popatrzyła na mnie nieobecnym wzrokiem.
- co?
- coś mi się wydaję że to bę najlepsze wakacje w naszym żuciu!!!
uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- a co się robi na dobry początek wakacji??
niestety, ale chyba wiedziałam o co jej chodzi.
- nie no proszę cię...
- zakupy!!!
popatrzyłam na nią z politowaniem. nie lubię chodzić na zakupy,  wprost nie cierpię! a ona myśli tylko o jednym. żeby przypadkiem nie wyglądać źle przed chłopakami. a wie, jakie ja mam na ten temat zdanie. tylko że ją przeceny przyciągają jak magnez. a nie wierze że by w całym Londynie nie było jakichś przecen, więc.. chyba niestety nie mam wyjścia, no bo nie pozbawię jej jednej z największych przyjemności.
- no dobra, ale najpierw może się rozpakujmy i coś zjedzmy. musimy jeszcze zrobić zakupy bo nie mamy nic do jedzenia.
- dobra, dobra zrobimy po drodze, a teraz chodź się rozpakować. nie mamy całego dnia.
popatrzyłam na nią ostatni raz błagalnymi oczami w nadziei, że może zmieni zdanie.
- o nie, nie kochanie, nie ma mowy.
cóż, zawsze warto spróbować. spuściłam zrezygnowana głowę i poszłam się rozpakować do jednej z sypialni. rozpakowałam swoją walizkę do szafy która była pusta, a ją wrzuciłam na jej górę.
- pierwsza zaklepuję łazienkę! 
wykrzyczałam i rzuciłam się pędem do łazienki.
- ej! to nie fair!!
Wika popędziła zaraz za mną. przy drzwiach do łazienki stałyśmy razem, łaskocząc się niemiłosiernie.
- zachowujemy sie jak dzieci - stwierdziła w końcu Wika
- czytasz mi w myślach.
- to co, ja idę pierwsza?
- chyba śnisz!! 
podniosłam się z podłogi, szybko weszłam do łazienki i zamknęłam się na klucz.
- wiesz co, pożałujesz tego jak tylko wyjdziesz!!!!!
- jeszcze zobaczymy!!
potem obje wybuchnęłyśmy śmiechem. nie to nie jest śmiech. to jest niekontrolowany atak!!!!
- dobra, już, przestańmy. - powiedziałam na tyle głośno żeby usłyszała.
- dobra, dobra.. to ty się odśwież, a ja za ten czas ubiorę się jakoś normalnie. 
- ok
chwilę później stałam przy umywalce. umyłam twarz i zęby, a potem zrobiłam sobie lekki makijaż, żeby jakoś wyglądać.
kiedy wyszłam z łazienki, poszłam prosto do pokoju, żeby sie przebrać. ubrałam niebieską bluzkę na szeleczkach i białe, krótkie spodenki. przeglądnęłam się ostatni raz w lustrze. ujdzie w tłumie. potem wyszłam z pokoju.
- Wika, gotowa??
- jeszcze sekundkę!
usłyszałam głos dobiegający z łazienki. ja nie mogę jak poszła do łazienki to szybko stamtąd nie wyjdzie.
- dobra to ja czekam na dworze!
zeszłam na dół. ubrałam szybko sandałki i jak szalona wypadłam na dwór, na nic nie patrząc czego zaraz pożałowałam.
kiedy wychodziłam wpadłam przypadkiem na jakiegoś chłopaka. ciemna karnacja, czarne włosy. na oko mniej więcej dziewiętnaście dwadzieścia lat.
-jejku, przepraszam strasznie, nie zauważyłam cię, zazwyczaj jestem ostrożniejsza.
- spk nie ma o czym gadać. - popatrzył na dom z którego właśnie wyszłam - mieszkasz tu?
- nie przyjechałam na wakacje do domu kuzyna. on wyjechał więc mam cały dom dla siebie.
- no proszę, proszę, nowa sąsiadka. mieszkam jeden dom dalej, i coś mi się wydaje że jeszcze się spotkamy.
- mam nadzieję. nie przedstawiłam się. Willow Gross. - wyciągnęłam rękę w powitalnym geście.
- piękne imię. Zayn Malik.
uścisną moją dłoń. gdzie już kiedyś słyszałam to imię ale za nic nie mogę sobie przypomnieć gdzie. 
- sory Willow ale nigdzie nie mogłam znaleźć mojej szczo... 
zatkało ją kiedy zobaczyła z kim rozmawiam. popatrzyłam na nią dziwnym wzrokiem. o co jej chodzi?
- czy coś się stało? - zapytał z szyderczym uśmiechem Zayn.
nie rozumiałam o co im chodzi. halo, nie jesteście tu sami, oświećcie mnie! jednak to musiało chwilę zaczekać bo Wika zemdlała przed schodami.  

mam nadzieje że się spodoba. prosze o mały komentarz bo nie wiem co mam o tym myśleć ;)
bajka  
          
        
        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz